Pobiegłam do dzielnicy, którą zawsze omijałam szerokim łukiem. Stanęłam i zaczęłam się rozglądać.
-Co chcesz laluniu? - usłyszałam ochrypnięty męski głos, za moimi plecami.
Odwróciłam się i spojrzałam na tego mężczyznę. Okazało się że nie był on wcale taki stary. Miał ok. 25lat.
-Potrzebuje broń - powiedziałam stanowczo.
-Nadziana, grzeczna dziewczynka chce broń? - spojrzał z zaciekawieniem.
-Nie jestem nadziana, grzeczna tym bardziej.
-To dziwne, bo widziałem cię kilka razy z twoimi przyjaciółeczkami, nie wyglądałyście na osoby które nie mają kasy - zaśmiał się.
-Nie schodźmy z tematu.
-czego konkretnie potrzebujesz?
-Co proponujesz? - spytałam.
Zanim zdążył odpowiedzieć usłyszałam śmiechy i rozmowę z ulicy obok. Kucnęłam i ukryłam się za śmietnikiem.
Wyszłam dopiero kiedy głosy ucichły.
-Wstydzisz się tego że tu jesteś? - chłopak znowu się zaśmiał.
-Chcę być dyskretna - odpowiedziałam.
-Przejdźmy do rzeczy. Mogę ci zaproponować małą piłę, która wygląda jak scyzoryk, mały,ale dobry pistolet, zestaw ostrych nożyków.
-Biorę wszystko - już miałam w głowię wizje, cierpiącego ojca, błagającego mnie o litość.
-Czekaj tu. - poszedł na koniec ciemnego zaułku.
Po chwili wyszedł z czarną torbą.
-Bierzesz to z torbą? - spojrzał na mnie.
-Tak. Niestety muszę już lecieć - wzięłam od niego torbę i wcisnęłam mu kilka banknotów do ręki.
-Jak masz na imię? - spytał nagle.
Chwilę się zastanowiłam.
-Hanna - uśmiechnęłam się. Nie mogę podać prawdziwego nazwiska kolesiowi, który sprzedaje na lewo broń.
-Ja Marcus - podał mi rękę.
-Do zobaczenia- uścisnęłam mu dłoń, odwróciłam się i rozglądając się wyszłam na ulicę.
*
Kiedy wróciłam do domu, Mary tam nie było. Tym lepiej.
Ukryłam torbę pod łóżkiem. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam czarną bluzkę na na ramkach, czerwone spodnie i czarne converse, które znalazłam u niej w szafie.
Zeszłam do pokoju gościnnego i zobaczyłam że na stoliku leży liścik .
"Wyszłam się trochę wyluzować. Nie odbierałaś telefonu. Jak to przeczytasz, daj znać. Mary" Pobiegłam do 'mojego' pokoju i zobaczyłam na ekranie mojego telefonu 10 nieodebranych połączeń. Szybko napisałam SMSa do Mary i wyszłam z domu.
_________________________________________________
Przeeeeepraszam że tak długo nie pisałam :c
środa, 7 listopada 2012
środa, 8 sierpnia 2012
Rozdział 6
-Chcesz jeszcze tosty ? - spytała Mary, kiedy skończyłyśmy oglądać film.
-Nie, dzięki - odpowiedziałam i podniosłam się z kanapy.
Przypomniałam sobie , że dzisiaj jest niedziela. Jutro powinnam iść do szkoły. Od piątku nie rozmawiałam z Carly i Madison. Żałuje że nie mogę po prostu od tego wszystkiego uciec.
-Nad czym tak rozmyślasz? - spytała zaciekawiona Mary.
Usiadłam na krzesło w kuchni.
-Nie wiem co teraz zrobię. Nie chcę wracać do szkoły. Wszystkie książki mam w domu.
-Kiepsko - odpowiedziała i usiadła na krześle obok mnie.
-A ty gdzie chodzisz od szkoły? Nigdy nie widziałam Cię w mojej - spytałam . I faktycznie, Mary jets w moim wieku, a nie widziałam jej w mojej szkole.
-Nie chodzę - odpowiedziała obojętnie.
Spojrzałam na nią zdziwiona, a ona kontynuowała .
-Kiedy zostałam sama, stwierdziłam, że nie chcę już siedzieć w szkole. Sam stres.
-Pracujesz? - wstałam i nalałam sobie kolejną szklankę wody.
-Mam jeszcze pieniądze po rodzicach, ale pracuje dorywczo w butiku. Chcesz, mogę Ci załatwić tam pracę - zaproponowała
-Byłabym bardzo wdzięczna - uśmiechnęłam się do niej.
*
Pożyczyłam iPoda od Mary i poszłam na spacer.
Założyłam słuchawki na uszy i ruszyłam. Nie miałam pojęcia gdzie idę. Po prostu chciałam od wszystkiego uciec.
Idąc przez w miarę puste uliczki Nowego Jorku, myślałam o moich rodzicach. Może zadzwonią po policje że uciekłam. Ale to raczej wykluczam, bo sami by się tylko wkopali w bagno. Ciekawi mnie co teraz robią. Pewnie ojciec obwinia matkę o moje zniknięcie. Może pójdę i sprawdzę co robią.
Wiedziałam że to głupi pomysł, bo jest już późno, a nie mam pieniędzy na autobus.
Jakimś cudem po godzinie byłam w najgorszej uliczce w Nowym Jorku. Usłyszałam moją mamę.
-Przez Ciebie nasza córka uciekła, jesteś zadowolony ? - wrzeszczała a niego. Z jednej strony się cieszyłam że się mu postawiła, ale z drugiej wiedziałam co to oznacza. Usłyszałam jak głośno krzyknęła z bólu.
-Zamknij się! - usłyszałam okropny głos ojca. -Mamy przynajmniej o jeden problem mniej. -dodał .
Łzy pociekły mi po twarzy. Podeszłam do okna. Zobaczyłam mamę siedzącą na łóżku i płaczącą.
Poszłam do drugie okna, w którym zobaczyłam grubego faceta, siedzącego na fotelu i popijającego piwo jakby nic się nie stało. Miałam ochotę mu przywalić i to bardzo porządnie. Ale wiem że jest silniejszy, narazie.
Kiedy będę miała plan jak zrobić coś moim 'tatusiem' , po prostu to zrobię. Zabije go.
________________________________
Bardzo, bardzo, bardzo przepraszam ze krótki i dopiero teraz . Mam nadzieje że się podoba ;]
-Nie, dzięki - odpowiedziałam i podniosłam się z kanapy.
Przypomniałam sobie , że dzisiaj jest niedziela. Jutro powinnam iść do szkoły. Od piątku nie rozmawiałam z Carly i Madison. Żałuje że nie mogę po prostu od tego wszystkiego uciec.
-Nad czym tak rozmyślasz? - spytała zaciekawiona Mary.
Usiadłam na krzesło w kuchni.
-Nie wiem co teraz zrobię. Nie chcę wracać do szkoły. Wszystkie książki mam w domu.
-Kiepsko - odpowiedziała i usiadła na krześle obok mnie.
-A ty gdzie chodzisz od szkoły? Nigdy nie widziałam Cię w mojej - spytałam . I faktycznie, Mary jets w moim wieku, a nie widziałam jej w mojej szkole.
-Nie chodzę - odpowiedziała obojętnie.
Spojrzałam na nią zdziwiona, a ona kontynuowała .
-Kiedy zostałam sama, stwierdziłam, że nie chcę już siedzieć w szkole. Sam stres.
-Pracujesz? - wstałam i nalałam sobie kolejną szklankę wody.
-Mam jeszcze pieniądze po rodzicach, ale pracuje dorywczo w butiku. Chcesz, mogę Ci załatwić tam pracę - zaproponowała
-Byłabym bardzo wdzięczna - uśmiechnęłam się do niej.
*
Pożyczyłam iPoda od Mary i poszłam na spacer.
Założyłam słuchawki na uszy i ruszyłam. Nie miałam pojęcia gdzie idę. Po prostu chciałam od wszystkiego uciec.
Idąc przez w miarę puste uliczki Nowego Jorku, myślałam o moich rodzicach. Może zadzwonią po policje że uciekłam. Ale to raczej wykluczam, bo sami by się tylko wkopali w bagno. Ciekawi mnie co teraz robią. Pewnie ojciec obwinia matkę o moje zniknięcie. Może pójdę i sprawdzę co robią.
Wiedziałam że to głupi pomysł, bo jest już późno, a nie mam pieniędzy na autobus.
Jakimś cudem po godzinie byłam w najgorszej uliczce w Nowym Jorku. Usłyszałam moją mamę.
-Przez Ciebie nasza córka uciekła, jesteś zadowolony ? - wrzeszczała a niego. Z jednej strony się cieszyłam że się mu postawiła, ale z drugiej wiedziałam co to oznacza. Usłyszałam jak głośno krzyknęła z bólu.
-Zamknij się! - usłyszałam okropny głos ojca. -Mamy przynajmniej o jeden problem mniej. -dodał .
Łzy pociekły mi po twarzy. Podeszłam do okna. Zobaczyłam mamę siedzącą na łóżku i płaczącą.
Poszłam do drugie okna, w którym zobaczyłam grubego faceta, siedzącego na fotelu i popijającego piwo jakby nic się nie stało. Miałam ochotę mu przywalić i to bardzo porządnie. Ale wiem że jest silniejszy, narazie.
Kiedy będę miała plan jak zrobić coś moim 'tatusiem' , po prostu to zrobię. Zabije go.
________________________________
Bardzo, bardzo, bardzo przepraszam ze krótki i dopiero teraz . Mam nadzieje że się podoba ;]
czwartek, 19 lipca 2012
Rozdział 5
-Tato często Cię odwiedza? - spytałam i usiadłam na drewnianej ławce .
-Mój tata zmarł kiedy miałam 16 lat - odpowiedziała i usiadła obok mnie.
-Przepraszam, nie powinnam pytać - czułam się strasznie głupio .
-Nic się nie stało. Minęły już 3 lata, przyzwyczaiłam się do tego że już go nie ma , owszem strasznie za nim tęsknie , ale już nie jest tak źle jak na początku - uśmiechnęła się słabo . Chciałam zadać jej jeszcze dużo pytań, ale nie wiem czy będą one stosowne .
-A Twoja mama? - zapytałam po chwili ciszy .
-Mama wyprowadziła się do Francji, do swojego nowego męża. Mało mnie obchodzi co się z nią dzieje - widać że była na nią wściekła .
Nadal zastanawiałam się, jak ją było stać na taką wille skoro nie ma rodziców .
-Jak kupiłaś ten dom, jak jesteś... sama? - najgłupsze pytanie jakie kiedykolwiek zadałam .
-Mieszkałam tutaj jeszcze z rodzicami. Mama była albo nadal jest , projektanką wnętrz, a tata miał z kolegą sieć hoteli. Tata zapisał mi całą swoją kasę w testamencie , wiedział że niedługo umrze, bo miał raka. Matka zostawiła mi pięć tysięcy , żebym jakoś płaciła rachunki. Ona jest jedyną osobą, która nie wie o tym że tata mi wszystko zapisał w testamencie . Wydaje mi się że wtedy by nie wyjechała - podziwiałam Mary , nie rozpłakała się opowiadając to wszystko chociaż widziałam że chcę jej się płakać. Ja już bym ryczała jak dziecko .
-Naprawdę mi przykro. Bezsensu poruszyłam ten temat . Przepraszam - może teraz przeze mnie będzie o tym myśleć całą noc . Przeze mnie przypomniała sobie całą historię. Będzie płacić za wszystko dwa razy tyle niż wcześniej , bo teraz ja tu mieszkam , a nie mam pracy. Wszystko jest przeze mnie.
-Nie przepraszaj mnie. I tak musiałaś w końcu poznać tą historię, przecież jesteśmy przyjaciółkami. Cieszę się że będziesz ze mną mieszkać , tak tutaj pusto jak jestem sama - powiedziała i wstała .
-Chodźmy już spać - uśmiechnęła się i wesżła do domu . Poszłam jej śladem .
-Mogła byś mi pożyczyć piżame ? - spytałam, bo przypomniało mi się że nic do niej nie przyniosłam .
-Oczywiście. A jutro dam Ci coś do ubrania . Usiądź sobię, zaraz wrócę - pobiegła na piętro do garderoby .
*
Weszłam do mojego nowego pokoju, położyłam się i momentalnie zasnęłam .
Rano obudziłam się o 14:30. Wstałam z łóżka i skierowałam się do kuchni . Musiałam się przez chwilę zastanowić czy idę w dobrym kierunku .
-Witaj śpiochu - powitała mnie z uśmiechem Mary. Była ubrana w szary dres. Robiła właśnie śniadanie. Wyglądała zupełnie inaczej niż Mary, imprezowiczka którą wczoraj poznałam .
-Śpisz jeszcze? - spytała rozbawiona. Od razu się ocknęłam.
-Nie - odpowiedziałam i weszłam do kuchni .
-Z czym chcesz tosty ? -spytała i zaczęła wyciągać rzeczy do obkładu .
-Z czekoladą- odpowiedziałam i nalałam sobie szklankę wody .
-Głowa boli ? - uśmiechnęła się Marry .
-Bywało gorzej - odpowiedziałam jej i wypiłam całą szklankę jednym duszkiem .
-Mnie w ogóle - zaczęła przygotowywać talerze .
-Włącz telewizor i poczekaj na mnie w salonie - poprosiła Marry.
-A może Ci pomogę? - spytałam i znowu nalałam sobie pełną szklankę wody .
-Nie musisz. Zrobię śniadanie, a ty włącz Bad Teacher na DVD - wypiłam wodę i włożyłam szklankę do zlewu .
Skierowałam się do salonu i zaczęłam szukać Bad Teacher w dużej kolekcji filmów .
niedziela, 8 lipca 2012
Rozdział 4
-Ale dużo ludzi - powiedziałam rozglądając się po pełnej sali.
-Tutaj zawsze tak jest - odpowiedziała Marry i zaprowadziła mnie do blatu przy którym zamówiła drinki.
Wzięłam kieliszek mojej tequili i wypiłam jednym duszkiem .
-Spokojnie - zaśmiała się Mary .
-Jeszcze jeden kieliszek poproszę - zwróciłam się do muskularnego barmana . Spojrzałam na Mary , która też od razu wypiła swój kieliszek .
-A ja poproszę duży kufel piwa - uśmiechnęła się. Zapłaciłyśmy za nasze napoje i poszłyśmy usiąść sobie na jedyną wolną kanapę , w klubie .
-Przynajmniej na jeden wieczór mogę za pomnieć o tym gównie, które nazywa się życie - powiedziałam i łyknęłam tequili .
-Nie rozmawiajmy tutaj o tym. - spojrzała na mnie Mary, złym wzrokiem .
-Można się dosiąść ? - usłyszałam męski głos. Spojrzałam do góry i zobaczyłam wysokiego bruneta z zarostem . Miał białą, lekko rozpiętą koszulę . Wyglądał bardzo pociągająco .
-Nie ma problemu - odparłam bez namysłu .
-James ! Możemy tutaj usiąść - spojrzałam na faceta, do którego mówił przystojniak . Tamten też nie był taki zły. Usiedli obok nas i zaczęli o czymś ze sobą rozmawiać. Dopiłam moją tequile i poprosiłam Mary żeby poszła ze mną po innego drinka.
-Przepraszamy na chwilę , moja przyjaciółka jest spragniona - zwróciła się Mary do dwóch przystojniaków i zaczęłyśmy się śmiać .
-Tutaj zawsze tak jest - odpowiedziała Marry i zaprowadziła mnie do blatu przy którym zamówiła drinki.
Wzięłam kieliszek mojej tequili i wypiłam jednym duszkiem .
-Spokojnie - zaśmiała się Mary .
-Jeszcze jeden kieliszek poproszę - zwróciłam się do muskularnego barmana . Spojrzałam na Mary , która też od razu wypiła swój kieliszek .
-A ja poproszę duży kufel piwa - uśmiechnęła się. Zapłaciłyśmy za nasze napoje i poszłyśmy usiąść sobie na jedyną wolną kanapę , w klubie .
-Przynajmniej na jeden wieczór mogę za pomnieć o tym gównie, które nazywa się życie - powiedziałam i łyknęłam tequili .
-Nie rozmawiajmy tutaj o tym. - spojrzała na mnie Mary, złym wzrokiem .
-Można się dosiąść ? - usłyszałam męski głos. Spojrzałam do góry i zobaczyłam wysokiego bruneta z zarostem . Miał białą, lekko rozpiętą koszulę . Wyglądał bardzo pociągająco .
-Nie ma problemu - odparłam bez namysłu .
-James ! Możemy tutaj usiąść - spojrzałam na faceta, do którego mówił przystojniak . Tamten też nie był taki zły. Usiedli obok nas i zaczęli o czymś ze sobą rozmawiać. Dopiłam moją tequile i poprosiłam Mary żeby poszła ze mną po innego drinka.
-Przepraszamy na chwilę , moja przyjaciółka jest spragniona - zwróciła się Mary do dwóch przystojniaków i zaczęłyśmy się śmiać .
*
Wyszłyśmy z clubu i skierowałyśmy się w stronę parku.
-Nie mogę dalej iść - powiedziałam i położyłam się na trawie . Byłam w świetnym nastroju i cały czas się śmiałam, alkohol wpływa na ludzi.
-Jest już 4 w nocy. Chcę się chociaż trochę przespać przed następnymi przygodami - oznajmiła rozbawiona Mary i pociągnęła mnie za rękę. Wstałam i wbiegłam pod spryskiwacz, podlewający trawę w parku .
-Tu jest genialnie. W mojej dzielnicy nie ma takich zielonych trawników, miłych ludzi i... i wszystkiego co tutaj jest.
-Teraz mieszkasz w tej części miasta, więc nie ma co się użalać. Wracajmy do domu.
-Piechotą ? - spytałam zdziwiona.
-To niedaleko - mrugnęła do mnie , moja nowa przyjaciółka.
Po 20 minutach stanęłyśmy przed dużym białym domem.
-Jesteśmy na miejscu - Mary zaczęła wbiegać po schodach do drzwi wejściowych.
-Ty tu mieszkasz? - spytałam zachwycona wielką willą.
-Tak. Dalej chodź. Oprowadzę Cię szybko i idziemy spać.
Weszłam i zaczęłam się rozglądać z podziwem .
-To jest pokój gościnny, zapraszam tu znajomych - pokazała mi pierwszy salon . W pomieszczeniu była wielka plazma, biała kanapa, 3 fotele , mały biały stolik i dużo czerwonych róż.
Poszłyśmy korytarz dalej .
-To jest jedna z toalet - pokazała mi ładnie zrobioną łazienkę.
Po kolei zwiedzałam każdy zakątek. Mary dała mi pokój obok siebie.
-Chcesz zobaczyć ogródek , czy to Cię raczej nie interesuje? - spytała .
-Chcę - odpowiedziałam, a ona poprowadziła mnie na taras.
-Poczekaj zapale światła.
Kiedy Mary wszystko oświetliła, to szczęka mi opadła .
Idealnie zielona trawa, po środku ogrodu wielki basen , oświetlany od dna kolorowymi lampami, z jednego boku drewniane leżaki i huśtawka. Dookoła pełno róż.
-Czerwone róże to Twoje ulubione kwiaty? - spytałam.
-Mojego taty - podeszła do czerwonych róż, powąchała je i posmutniała
___________________________________
Baaaardzo przepraszam że tak długo się z tym rozdziałem srałam... Mam nadzieje że się podoba. Jak tak (i jak nie) proszę o komentarze :) .
Wyszłyśmy z clubu i skierowałyśmy się w stronę parku.
-Nie mogę dalej iść - powiedziałam i położyłam się na trawie . Byłam w świetnym nastroju i cały czas się śmiałam, alkohol wpływa na ludzi.
-Jest już 4 w nocy. Chcę się chociaż trochę przespać przed następnymi przygodami - oznajmiła rozbawiona Mary i pociągnęła mnie za rękę. Wstałam i wbiegłam pod spryskiwacz, podlewający trawę w parku .
-Tu jest genialnie. W mojej dzielnicy nie ma takich zielonych trawników, miłych ludzi i... i wszystkiego co tutaj jest.
-Teraz mieszkasz w tej części miasta, więc nie ma co się użalać. Wracajmy do domu.
-Piechotą ? - spytałam zdziwiona.
-To niedaleko - mrugnęła do mnie , moja nowa przyjaciółka.
Po 20 minutach stanęłyśmy przed dużym białym domem.
-Jesteśmy na miejscu - Mary zaczęła wbiegać po schodach do drzwi wejściowych.
-Ty tu mieszkasz? - spytałam zachwycona wielką willą.
-Tak. Dalej chodź. Oprowadzę Cię szybko i idziemy spać.
Weszłam i zaczęłam się rozglądać z podziwem .
-To jest pokój gościnny, zapraszam tu znajomych - pokazała mi pierwszy salon . W pomieszczeniu była wielka plazma, biała kanapa, 3 fotele , mały biały stolik i dużo czerwonych róż.
Poszłyśmy korytarz dalej .
-To jest jedna z toalet - pokazała mi ładnie zrobioną łazienkę.
Po kolei zwiedzałam każdy zakątek. Mary dała mi pokój obok siebie.
-Chcesz zobaczyć ogródek , czy to Cię raczej nie interesuje? - spytała .
-Chcę - odpowiedziałam, a ona poprowadziła mnie na taras.
-Poczekaj zapale światła.
Kiedy Mary wszystko oświetliła, to szczęka mi opadła .
Idealnie zielona trawa, po środku ogrodu wielki basen , oświetlany od dna kolorowymi lampami, z jednego boku drewniane leżaki i huśtawka. Dookoła pełno róż.
-Czerwone róże to Twoje ulubione kwiaty? - spytałam.
-Mojego taty - podeszła do czerwonych róż, powąchała je i posmutniała
___________________________________
Baaaardzo przepraszam że tak długo się z tym rozdziałem srałam... Mam nadzieje że się podoba. Jak tak (i jak nie) proszę o komentarze :) .
sobota, 2 czerwca 2012
Rozdział 3
Musiałam stracić przytomność , bo obudziłam się w wielkim łóżku, w jakimś luksusowym pokoju. Chwile później wszedł do niego mężczyzna. Wiedziałam, że widziałam go wczoraj wieczorem , ale nic więcej nie mogłam sobie przypomnieć .
-Co ja tu robię ? - spytałam ochrypniętym głosem .
-W tym momencie leżysz - zaśmiał się. Usiadł obok mnie na łóżku . Odsunęłam się na bok . -Nie bój się , nie zrobi Ci krzywdy. - spojrzał na mnie dziwnie . Jego oczy wyglądały jak , oczy psychopaty .
Już miałam wstawać z łóżka ale on chwycił mnie za rękę .
-Puść mnie - powiedziałam spokojnie. Posłuchał mnie. Wyszłam z łóżka, wzięłam moje szpilki i skierowałam się do wyjścia . Nagle ktoś szarpnął mnie za włosy i przyłożył do ściany . Spojrzałam wystraszona w Jego oczy.
-Boisz się... - powiedział z szyderczym uśmiechem .
Próbowałam się wyrwać, ale nie miałam tyle siły . Trzymał mnie za szyje. Powoli traciłam powietrze.
Przypomniałam sobie że trzymam buty na obcasie . Uderzyłam go w głowę. Momentalnie się przewrócił.
W pośpiechu sięgnęłam po moją torbę i wybiegłam z stamtąd. Wyciągnęłam telefon żeby zobaczyć, która godzina - 17:40. Zobaczyłam w portfelu ile mi ostało pieniędzy . 100 dolarów , jak na mnie to bardzo dużo .
Głowa mnie strasznie bolała , wyglądałam pewnie jak potwór. Musiałam się gdzieś ogarnąć. Nie wiem czy ktoś jest w domu. Zadzwoniłam na domowy i nikt nie odbierał. Szybkim krokiem doszłam do mojego domu. Spojrzałam w okna - nikogo nie było. Weszłam przez okno, które jak zwykle było otwarte. Skierowałam się w stronę łazienki, szybko się umyłam, uczesałam , pomalowałam i przebrałam .
Pół godziny później siedziałam już w autobusie. Jechałam do centrum Nowego Yorku . Było dużo korków i co chwilę się zatrzymywaliśmy. Tak jak wczoraj, miasto wyglądało pięknie . Dużo ludzi , przyjaciół i par. Tylko moja dzielnica była okropna -Sami żule i dziwki.
W moich słuchawkach, na okrągło Hoobastank- The Reason , a w mojej głowie jedno pytanie "Co ja teraz zrobię?" .
-Hej ,mogę tu usiąść ? - głos jakiejś dziewczyny oderwał mój wzrok od okna . Spojrzałam na nią i przytaknęłam głową. Dziewczyna uśmiechnęła się i usiadła obok mnie . Była bardzo ładna, miała ciemne brązowe włosy i zielone oczy . Zdziwiłam się, bo zwykle tacy ludzie jak ona nie chcą mieć ze mną do czynienia.
-Ciężki dzień ? - spytała.
Cholera! Znowu się poryczałam . Otarłam twarz.
-Raczej życie - odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam .
-Co się stało ? - spojrzała na mnie z troską . To dziwne , bo zwykle byłam skryta, ale jak rozmawiałam z tą dziewczyną czułam jak bym znała ją od dawna.
Po opowiedzeniu jej mojej historii obie płakałyśmy .
-Przykro mi z tego powodu - przytuliła mnie.
-Tak. Mnie też . Nie ma już dla mnie ratunku . Nie ma już dla mnie ratunku. Do domu nie wrócę , a na dworze nie przeżyje za długo .
-Nie możesz się tak łatwo poddać! Trzeba się ogarnąć . Możesz zamieszkać u mnie . Później wszystko zorganizujemy, a teraz jest sobota wieczór i mam zamiar się zabawić - uśmiechnęła się, a ja się zaśmiałam. Ta dziewczyna była genialna .
Autobus zatrzymał się w centrum i wyszłyśmy.
-Znasz historię mojego życia, a ja nawet nie znam Twojego imienia - powiedziałam jak zaczęłyśmy iść w stronę jednego z najlepszych clubów w NY .
-Mary. A Ty ?
-Emma , miło mi - uśmiechnęłam się do niej i przyspieszyłam .
-CO ty tak pędzisz ? - spytała, śmiejąc się ze mnie .
-Chcę się zabawić .
____________________________________
Przepraszam że tak długo nie pisałam . Mam nadzieje, mam nadzieje że się podoba . Proszę o komentaaarze :D xo
-Co ja tu robię ? - spytałam ochrypniętym głosem .
-W tym momencie leżysz - zaśmiał się. Usiadł obok mnie na łóżku . Odsunęłam się na bok . -Nie bój się , nie zrobi Ci krzywdy. - spojrzał na mnie dziwnie . Jego oczy wyglądały jak , oczy psychopaty .
Już miałam wstawać z łóżka ale on chwycił mnie za rękę .
-Puść mnie - powiedziałam spokojnie. Posłuchał mnie. Wyszłam z łóżka, wzięłam moje szpilki i skierowałam się do wyjścia . Nagle ktoś szarpnął mnie za włosy i przyłożył do ściany . Spojrzałam wystraszona w Jego oczy.
-Boisz się... - powiedział z szyderczym uśmiechem .
Próbowałam się wyrwać, ale nie miałam tyle siły . Trzymał mnie za szyje. Powoli traciłam powietrze.
Przypomniałam sobie że trzymam buty na obcasie . Uderzyłam go w głowę. Momentalnie się przewrócił.
W pośpiechu sięgnęłam po moją torbę i wybiegłam z stamtąd. Wyciągnęłam telefon żeby zobaczyć, która godzina - 17:40. Zobaczyłam w portfelu ile mi ostało pieniędzy . 100 dolarów , jak na mnie to bardzo dużo .
Głowa mnie strasznie bolała , wyglądałam pewnie jak potwór. Musiałam się gdzieś ogarnąć. Nie wiem czy ktoś jest w domu. Zadzwoniłam na domowy i nikt nie odbierał. Szybkim krokiem doszłam do mojego domu. Spojrzałam w okna - nikogo nie było. Weszłam przez okno, które jak zwykle było otwarte. Skierowałam się w stronę łazienki, szybko się umyłam, uczesałam , pomalowałam i przebrałam .
Pół godziny później siedziałam już w autobusie. Jechałam do centrum Nowego Yorku . Było dużo korków i co chwilę się zatrzymywaliśmy. Tak jak wczoraj, miasto wyglądało pięknie . Dużo ludzi , przyjaciół i par. Tylko moja dzielnica była okropna -Sami żule i dziwki.
W moich słuchawkach, na okrągło Hoobastank- The Reason , a w mojej głowie jedno pytanie "Co ja teraz zrobię?" .
-Hej ,mogę tu usiąść ? - głos jakiejś dziewczyny oderwał mój wzrok od okna . Spojrzałam na nią i przytaknęłam głową. Dziewczyna uśmiechnęła się i usiadła obok mnie . Była bardzo ładna, miała ciemne brązowe włosy i zielone oczy . Zdziwiłam się, bo zwykle tacy ludzie jak ona nie chcą mieć ze mną do czynienia.
-Ciężki dzień ? - spytała.
Cholera! Znowu się poryczałam . Otarłam twarz.
-Raczej życie - odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam .
-Co się stało ? - spojrzała na mnie z troską . To dziwne , bo zwykle byłam skryta, ale jak rozmawiałam z tą dziewczyną czułam jak bym znała ją od dawna.
Po opowiedzeniu jej mojej historii obie płakałyśmy .
-Przykro mi z tego powodu - przytuliła mnie.
-Tak. Mnie też . Nie ma już dla mnie ratunku . Nie ma już dla mnie ratunku. Do domu nie wrócę , a na dworze nie przeżyje za długo .
-Nie możesz się tak łatwo poddać! Trzeba się ogarnąć . Możesz zamieszkać u mnie . Później wszystko zorganizujemy, a teraz jest sobota wieczór i mam zamiar się zabawić - uśmiechnęła się, a ja się zaśmiałam. Ta dziewczyna była genialna .
Autobus zatrzymał się w centrum i wyszłyśmy.
-Znasz historię mojego życia, a ja nawet nie znam Twojego imienia - powiedziałam jak zaczęłyśmy iść w stronę jednego z najlepszych clubów w NY .
-Mary. A Ty ?
-Emma , miło mi - uśmiechnęłam się do niej i przyspieszyłam .
-CO ty tak pędzisz ? - spytała, śmiejąc się ze mnie .
-Chcę się zabawić .
____________________________________
Przepraszam że tak długo nie pisałam . Mam nadzieje, mam nadzieje że się podoba . Proszę o komentaaarze :D xo
czwartek, 3 maja 2012
Rozdział 2
Odwrócił na mnie wzrok i się uśmiechnął, potem spojrzał na moją rękę , zrobił dziwną minę i wstał.
Nie wiedziałam o co mu chodzi , przecież to tylko bandaż, patrzę... bandaż cały we krwi . Szybko założyłam bluzę, żeby rękawkiem zakryć rękę.
Podjechał autobus , szybko do niego wsiadłam. Do domu miałam jakieś pół godziny. Po 10 minutach kierowca zatrzymał się na drugim przystanku . Wsiadły 3 dziewczyny. Uśmiechnęły się do mnie i usiadły na tyłach.
Oparłam głowę o szybę, patrzyłam na światła ulicy . Wszystko wyglądało magicznie, grupki rozweselonych osób, kilka zakochanych par. Zanim się obejrzałam autobus stanął na przystanku niedaleko mojego domu. Wyszłam z autobusu , ale nie poszłam do domu. Wstąpiłam do sklepu kilka ulic od dzielnicy, na której mieszkałam. Kobieta stojąca przy kasie dziwnie mi się przyglądała, pewnie byłam jeszcze czerwona od płaczu.
-2 Carlo Rossi i jedną paczkę black devil, poproszę - powiedziałam zachrypniętym głosem.
Postawiła dwie butelki na blat .
-Mogę zobaczyć dowód ? - spytała, mierząc mnie od góry do dołu .
Wyglądałam jak 16 latka, nie dziwię się że za każdym razem kiedy kupuje alkohol ludzie dziwnie na mnie patrzą.
-Proszę - pokazałam jej mój dowód, a ona przyglądała mu się przez chwilkę .
Zapłaciłam i wybiegłam ze sklepu . Wszyscy ludzie się na mnie gapili. Nienawidziłam tego miejsca. Jak jeździłam do Carly, wszyscy się do nas uśmiechali .
Usłyszałam, że dzwoni mój telefon .
-Co ? - przeczytałam na wyświetlaczu że to mama, więc nie miałam zamiaru być za miła.
-Gdzie jesteś?! - krzyknęła do słuchawki .
-Jakby Cię to obchodziło - odpowiedziałam obojętnie .
-Ojciec jest na ciebie wściekły, miałaś iść mu po coś do Tom'a! - słychać było , że płakała . Pewnie ten skurwysyn znowu ją pobił .
-Nie będę chodziła do jego kumpli po kolejne działki kokainy! - wrzasnęłam do telefonu .
-Nie wyrażaj się tak! - matka nie miała już co wymyślić. - Wracaj do domu, natychmiast!
-Nie mam zamiaru wracać! - zaczęłam łkać. - Wole spać na dworze, niż być pobita przez starego i patrzeć na to jak TY dajesz się mu wykorzystywać! - po tych słowach się rozłączyłam . Zauważyłam że weszłam do jakiejś małej uliczki, którą oświetlała tylko jedna lampa. Usiadłam pod jakimś zniszczonym budynkiem . Zapaliłam papierosa i otworzyłam wino.
Po 3 papierosie nie miałam już ochoty na kolejnego. Dopiłam 2 butelkę i rzuciłam ją gdzieś obok mnie .
Położyłam się na ziemi i zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej . Kręciło mi się w głowie i ledwo co widziałam .
-Hej! Co ty tu robisz? - ktoś zaczął mnie szturchać. Troszeczkę się ocknęłam. Stał nade mną jakiś facet, koło 30 .
-Leże - odpowiedziałam głupio.
-Jest już po północy , nie musisz wracać do domu ? - spytał i szarpnął mną tak żebym usiadła.
-Nie mam domu! - krzyknęłam .
-Musisz gdzieś przenocować. Chodź, mieszkam tutaj na pierwszym piętrze - wskazał drzwi do małej kamienicy.
Kiwnęłam głową zgadzając się . Próbowałam wstać , ale od razu upadłam. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa .
-Chodź pomogę Ci - wziął mnie na ręce i zaniósł do siebie.
________________________________________________
To tyle. Przepraszam że tak długo, ale nie miałam weny. Może w weekend coś napiszę :]
Proszę o komentarze :)
Pozdrawiam Victoria :3
Nie wiedziałam o co mu chodzi , przecież to tylko bandaż, patrzę... bandaż cały we krwi . Szybko założyłam bluzę, żeby rękawkiem zakryć rękę.
Podjechał autobus , szybko do niego wsiadłam. Do domu miałam jakieś pół godziny. Po 10 minutach kierowca zatrzymał się na drugim przystanku . Wsiadły 3 dziewczyny. Uśmiechnęły się do mnie i usiadły na tyłach.
Oparłam głowę o szybę, patrzyłam na światła ulicy . Wszystko wyglądało magicznie, grupki rozweselonych osób, kilka zakochanych par. Zanim się obejrzałam autobus stanął na przystanku niedaleko mojego domu. Wyszłam z autobusu , ale nie poszłam do domu. Wstąpiłam do sklepu kilka ulic od dzielnicy, na której mieszkałam. Kobieta stojąca przy kasie dziwnie mi się przyglądała, pewnie byłam jeszcze czerwona od płaczu.
-2 Carlo Rossi i jedną paczkę black devil, poproszę - powiedziałam zachrypniętym głosem.
Postawiła dwie butelki na blat .
-Mogę zobaczyć dowód ? - spytała, mierząc mnie od góry do dołu .
Wyglądałam jak 16 latka, nie dziwię się że za każdym razem kiedy kupuje alkohol ludzie dziwnie na mnie patrzą.
-Proszę - pokazałam jej mój dowód, a ona przyglądała mu się przez chwilkę .
Zapłaciłam i wybiegłam ze sklepu . Wszyscy ludzie się na mnie gapili. Nienawidziłam tego miejsca. Jak jeździłam do Carly, wszyscy się do nas uśmiechali .
Usłyszałam, że dzwoni mój telefon .
-Co ? - przeczytałam na wyświetlaczu że to mama, więc nie miałam zamiaru być za miła.
-Gdzie jesteś?! - krzyknęła do słuchawki .
-Jakby Cię to obchodziło - odpowiedziałam obojętnie .
-Ojciec jest na ciebie wściekły, miałaś iść mu po coś do Tom'a! - słychać było , że płakała . Pewnie ten skurwysyn znowu ją pobił .
-Nie będę chodziła do jego kumpli po kolejne działki kokainy! - wrzasnęłam do telefonu .
-Nie wyrażaj się tak! - matka nie miała już co wymyślić. - Wracaj do domu, natychmiast!
-Nie mam zamiaru wracać! - zaczęłam łkać. - Wole spać na dworze, niż być pobita przez starego i patrzeć na to jak TY dajesz się mu wykorzystywać! - po tych słowach się rozłączyłam . Zauważyłam że weszłam do jakiejś małej uliczki, którą oświetlała tylko jedna lampa. Usiadłam pod jakimś zniszczonym budynkiem . Zapaliłam papierosa i otworzyłam wino.
Po 3 papierosie nie miałam już ochoty na kolejnego. Dopiłam 2 butelkę i rzuciłam ją gdzieś obok mnie .
Położyłam się na ziemi i zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej . Kręciło mi się w głowie i ledwo co widziałam .
-Hej! Co ty tu robisz? - ktoś zaczął mnie szturchać. Troszeczkę się ocknęłam. Stał nade mną jakiś facet, koło 30 .
-Leże - odpowiedziałam głupio.
-Jest już po północy , nie musisz wracać do domu ? - spytał i szarpnął mną tak żebym usiadła.
-Nie mam domu! - krzyknęłam .
-Musisz gdzieś przenocować. Chodź, mieszkam tutaj na pierwszym piętrze - wskazał drzwi do małej kamienicy.
Kiwnęłam głową zgadzając się . Próbowałam wstać , ale od razu upadłam. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa .
-Chodź pomogę Ci - wziął mnie na ręce i zaniósł do siebie.
________________________________________________
To tyle. Przepraszam że tak długo, ale nie miałam weny. Może w weekend coś napiszę :]
Proszę o komentarze :)
Pozdrawiam Victoria :3
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Rozdział 1
Kolejne krople krwi powoli skapywały na płytki w toalecie, w moim ulubionym centrum handlowym. Łzy spływały po moich policzkach jedna za drugą. Po pięciu nacięciach na nadgarstku żyletka sama wypadła mi z ręki. Patrzyłam na krew, czułam jakby wszystkie problemy spływały razem z nią .
Dlaczego znów to robię ? Byłam z przyjaciółmi w naszej ulubionej kawiarni. Dziewczyny zaczęły opowiadać o jesiennym balu, który miał się odbyć za miesiąc.
-Muszę kupić tą sukienkę, którą widziałam w Vogue - zaczęła Madison .
-Zajebista była - przytaknęła jej Carly.
-Mama na pewno da mi te 2000 , bo w końcu to nasz wielki dzień, muszę jakoś wyglądać - zachichotała głupio i napiła się swojej kawy .
Jak wysłuchiwałam tych rozmów wiedziałam, że zupełnie nie pasuje do tego towarzystwa , ale gdyby nie 'przyjaźń' z nimi to nikt by ze mną nie rozmawiał w szkole.
-A Ty Emma, jaką sukienkę kupujesz na bal? - zwróciła się do mnie Carly. Patrzyły na mnie i oczekiwały odpowiedzi . Nigdy im nie mówiłam , że moja mama pracuje w markecie i że mieszkamy w małym mieszkanku , w najbiedniejszej dzielnicy w mieście.
-Coś skromnego, nie chcę przesadzać - odpowiedziałam idiotycznie żeby się w nie wpasować- co robiłam już od pięciu miesięcy .
-Mój tata ma nowe autko! - zmieniła temat Madison. - Porsche carrera , może nas zawiezie ?
-Nie lepiej jechać limuzyną mojej cioci ? - spytała Carly.
Wtedy nie wytrzymałam, pierwszy raz zdarzyło mi się to w miejscu publicznym. Prawie sie popłakałam .
-Muszę lecieć do domu . Do zobaczenia. Buziaki - i jak najszybciej mogłam poszłam do toalety.
Siedzę na podłodze i patrzę na czerwoną wydzielinę, która wylewa się z moich żył .
Po 20 minutach płakania , otarłam oczy i wytarłam łzy papierem . Spojrzałam na miejsce , w którym siedziałam. Wielkie plamy krwi, jakbym sobię całą rękę ucięła. Szybko zaczęłam czyścić podłogę papierem. Wyszłam z kabiny, na szczęście nikogo nie było. Umyłam ręce i zawiązałam nadgarstek bandażem. Zrobiłam szybki makijaż, żeby nie było widać, że płakałam. Jak już zaczęłam wyglądać w miarę normalnie, czym prędzej wybiegła z centrum .
Włączyłam iPoda, którego dostałam od Carly na urodziny miesiąc temu . Szłam ulicami zatłoczonego miasta i patrzyłam na tych wszystkich nastolatków. Szczęśliwi... Tak na prawdę szczęśliwi , skaczą , tańczą , wygłupiają się i cieszą się życiem. Dużo osób szło właśnie do clubu , bo to w końcu piątek wieczór.
Doszłam do przystanku autobusowego i usiadłam na ławce obok chłopaka w moim wieku lub starszy. Dresowe spodnie, czapka z daszkiem , słuchawki , wielka bluza i deskorolka . Spojrzałam na niego z ukosa, pisał sms'a . Cholernie mi się spodobał, ale pewnie i tak nie zwrócił by na mnie uwagi .
_______________________________________________________
Narazie to tyle ;] Jeśli się podoba to proszę o komentarze, bo nie wiem czy jest sens pisać dalej .
Pozdrawiam
Victoria
Dlaczego znów to robię ? Byłam z przyjaciółmi w naszej ulubionej kawiarni. Dziewczyny zaczęły opowiadać o jesiennym balu, który miał się odbyć za miesiąc.
-Muszę kupić tą sukienkę, którą widziałam w Vogue - zaczęła Madison .
-Zajebista była - przytaknęła jej Carly.
-Mama na pewno da mi te 2000 , bo w końcu to nasz wielki dzień, muszę jakoś wyglądać - zachichotała głupio i napiła się swojej kawy .
Jak wysłuchiwałam tych rozmów wiedziałam, że zupełnie nie pasuje do tego towarzystwa , ale gdyby nie 'przyjaźń' z nimi to nikt by ze mną nie rozmawiał w szkole.
-A Ty Emma, jaką sukienkę kupujesz na bal? - zwróciła się do mnie Carly. Patrzyły na mnie i oczekiwały odpowiedzi . Nigdy im nie mówiłam , że moja mama pracuje w markecie i że mieszkamy w małym mieszkanku , w najbiedniejszej dzielnicy w mieście.
-Coś skromnego, nie chcę przesadzać - odpowiedziałam idiotycznie żeby się w nie wpasować- co robiłam już od pięciu miesięcy .
-Mój tata ma nowe autko! - zmieniła temat Madison. - Porsche carrera , może nas zawiezie ?
-Nie lepiej jechać limuzyną mojej cioci ? - spytała Carly.
Wtedy nie wytrzymałam, pierwszy raz zdarzyło mi się to w miejscu publicznym. Prawie sie popłakałam .
-Muszę lecieć do domu . Do zobaczenia. Buziaki - i jak najszybciej mogłam poszłam do toalety.
Siedzę na podłodze i patrzę na czerwoną wydzielinę, która wylewa się z moich żył .
Po 20 minutach płakania , otarłam oczy i wytarłam łzy papierem . Spojrzałam na miejsce , w którym siedziałam. Wielkie plamy krwi, jakbym sobię całą rękę ucięła. Szybko zaczęłam czyścić podłogę papierem. Wyszłam z kabiny, na szczęście nikogo nie było. Umyłam ręce i zawiązałam nadgarstek bandażem. Zrobiłam szybki makijaż, żeby nie było widać, że płakałam. Jak już zaczęłam wyglądać w miarę normalnie, czym prędzej wybiegła z centrum .
Włączyłam iPoda, którego dostałam od Carly na urodziny miesiąc temu . Szłam ulicami zatłoczonego miasta i patrzyłam na tych wszystkich nastolatków. Szczęśliwi... Tak na prawdę szczęśliwi , skaczą , tańczą , wygłupiają się i cieszą się życiem. Dużo osób szło właśnie do clubu , bo to w końcu piątek wieczór.
Doszłam do przystanku autobusowego i usiadłam na ławce obok chłopaka w moim wieku lub starszy. Dresowe spodnie, czapka z daszkiem , słuchawki , wielka bluza i deskorolka . Spojrzałam na niego z ukosa, pisał sms'a . Cholernie mi się spodobał, ale pewnie i tak nie zwrócił by na mnie uwagi .
_______________________________________________________
Narazie to tyle ;] Jeśli się podoba to proszę o komentarze, bo nie wiem czy jest sens pisać dalej .
Pozdrawiam
Victoria
Hej :>
Już trochę pisałam, ale tutaj chcę zacząć pisać zupełnie coś innego. Mam zamiar umieścić tu większość problemów , które spotykają nastolatków w dzisiejszych czasach :> Mam nadzieje że się spodoba. Pozdrawiam
Victoria : ]
Victoria : ]
Subskrybuj:
Posty (Atom)