piątek, 15 lutego 2013

Rozdział 9

Upadłam na ziemie, zakręciło mi się przez to w głowie.
Obcy facet odwrócił się w moją stronę. Wyglądał obleśnie. Wyglądał na 40 lat. W jego oczach widać było że jest strasznie wkurzony. Zanim się obejrzałam uderzył mnie pięścią w twarz. Poczułam straszny ból, który powoli rozniósł się po całej twarzy.
Dostrzegłam jak ktoś bardzo mocno uderza czterdziestolatka. Ten aż się przewrócił, chwytając się za twarz. Rozpoznałam kto to zrobił, był to facet który mnie tu podwiózł.
-Dasz radę wstać? - pochylił się nade mną.
-Tak. - odpowiedziałam i z wielkim wysiłkiem wstałam z ziemi. Facet który nas zaatakował podniósł się i zaczął uciekać. Prawie nie zwróciliśmy na niego uwagi, bo oboje chcieliśmy pomóc Mary. Wyglądała strasznie. Była prawie cała od krwi a jej czarna sukienka była podarta.
-Zaniosę ją do auta - powiedział nasz bohater, nie wiem jak inaczej można nazwać osobę która uratowała nam tyłki.
Podniósł Mary, która trzęsła się ze strachu i z rozpaczy, i posadził ją na tylnym siedzeniu. Poszłam za nim i usiadłam obok mojej przyjaciółki.
Powiedziałam mu gdzie znajduje się dom Mary i ruszyliśmy.
-Bardzo ci dziękuje, nie wiem co bym bez ciebie teraz zrobiła- wykrztusiłam z siebie.
-I tak postąpiłaś odważnie atakując tego faceta, żeby uratować przyjaciółkę- odpowiedział i się uśmiechnął.
-Jak masz na imię? - spytałam.
-Jack.
-Emma. - przedstawiłam się.  Spojrzałam na Mary, siedziała cicho i patrzyła w okno.
-Opowiesz mi co się stało? - spytałam chwytając ją za rękę.
-Teraz? - spytała, patrząc na mnie zapłakanymi oczami.
-Jeśli dasz radę to tak. Mamy jeszcze kawałek drogi do domu.
-Zaczęło się tym że wyszłam na imprezę. Tam spotkałam tego faceta, był miły. Rozmawialiśmy trochę potem on powiedział że możemy iść się przejść, zgodziłam się. Byłam już wstawiona. Kiedy weszliśmy do tej uliczki zaczął się do mnie dobierać, a kiedy go odepchnęłam to mnie uderzył. - głos się jej załamał - nigdy nie czułam się tak okropnie. On mnie zgwałcił Emma, później chciał mnie zabić. - łzy spływały jej twarzy strumieniami. Przytuliłam ją -  Dziękuje, że przyjechałaś.
-Przyjechałam za późno, przepraszam - rozpłakałam się.
-Zadzwoniłam do Ciebie po tym co się stało. Myślałam, że już sobie pójdzie, ale po chwili wrócił...
-Spokojnie- powiedziałam i przytuliłam ją jeszcze bardziej.

czwartek, 14 lutego 2013

Rozdział 8

-Tequile proszę - uśmiechnęłam się do barmana. Musiałam trochę pomyśleć więc poszłam do baru niedaleko domu Mary.
Barman podał mi szklankę z moim drinkiem. Wzięłam jednego łyka i odwróciłam się w stronę sali która wypełniona była upitymi nastolatkami.
-Witam- usłyszałam męski głos za moimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka, mógł mieć 16 lat.
-Cześć - uśmiechnęłam się do niego i wzięłam kolejny łyk tequili.
-Widzę że nie za dobrze się bawisz - powiedział patrząc mi w oczy.
-Skąd ten wniosek?
-Siedzisz sama przy barze pijąc tequile, to raczej nie za dobra zabawa - zaśmiał się.
-A Ty nie musisz się uczyć o tej porze, tylko chodzisz na imprezy? - moja twarz była jak z kamienia. Jego wyraz twarzy też był teraz zupełnie inny. -Myślę że się zrozumieliśmy. Zjeżdżaj stąd- odwróciłam się do niego plecami i usłyszałam jak wstaje. Jeszcze tego mi brakowało, żeby jakiś dzieciak podrywał mnie na imprezie.
Zamówiłam kolejnego drinka. Wypiłam go prawie od razu.
Potrzebuje czasu do namysłu, muszę wiedzieć kiedy ojciec będzie sam w domu. Wyczekać moment, w którym tak się spije że nie będzie miał na nic siły, wtedy wejdę do domu , zwiąże go i wyniosę do domu Mary. Widziałam że ma dużą piwnicę, była bardzo zaniedbana, więc wnioskuje że dawno tam nie zaglądała.
Muszę jeszcze wynająć kogoś silnego, kogoś kto ma samochód, żeby pomógł mi zawieźć tatusia do piekła.

Poczułam jak mój telefon wibruje w kieszeni. Na wyświetlaczu pokazał się numer Mary.
Szybkim krokiem poszłam do toalety i oddzwoniłam do niej.
-Gdzie jesteś? - usłyszałam zdenerwowany głos mojej przyjaciółki.
-W Martins Club. A czemu? Coś się stało? - spytałam zmartwiona, bo słyszałam że Mary szlocha.
-Piłaś? - spytała drżącym głosem.
-Trochę.. - odpowiedziałam niepewnie.
-Dasz radę po mnie przyjść? - płakała. Teraz to usłyszałam.
-Gdzie jesteś?
-Transverse Road. Proszę pospiesz się - powiedziała i się rozłączyła.
Chwiejąc się wybiegłam z toalety. Na moje nieszczęście wpadłam na jakiegoś faceta i się przewróciłam.
-Przepraszam - wykrztusiłam i spróbowałam się podnieść, ale znów upadłam.
Nieznajomy wyciągnął do mnie rękę. Był całkiem przystojny. Wyglądał na ok. 30 lat.
-Dzięki - podniosłam się z ziemi i wyminęłam go, zmierzając do drzwi wyjściowych.
-Gdzie się tak spieszysz? - usłyszałam za sobą jego niski głos.
Odwróciłam się w jego stronę.
-Muszę iść po przyjaciółkę - odpowiedziałam.
-W takim stanie daleko nie zajdziesz. Mogę Cię podwieźć - zaproponował.  Nie powinnam się zgadzać. Ale wypiłam tak dużo, że i tak sama bym za daleko nie doszła.
-Naprawdę możesz to zrobić? - spytałam.
-Oczywiście - uśmiechnął się. Wyglądał bardzo sympatycznie.

Po chwili już siedziałam w jego szarym Camaro .
-Gdzie mam jechać? - spytał patrząc na mnie wyczekująco.
- Na Transverse Road. Szybko. - odpowiedziałam i wyciągnęłam telefon z kieszeni. sms od Mary "Gdzie jesteś?". Szybko wybrałam jej numer, ale nie odbierała.
Myślałam co mogło się z nią stać, a w głowie miałam najgorsze.
-Jesteśmy na miejscu. Gdzie jest Twoja przyjaciółka ? - spojrzał na mnie, a ja szybko wyskoczyłam z auta.
-Dzięki za podwózkę - powiedziałam na pożegnanie i pobiegłam wzdłuż ulicy.
Po chwili usłyszałam krzyki. Pobiegłam w stronę, z których dobiegały.
W jednej z uliczek zauważyłam jak jakiś facet kopie dziewczynę, która leży na ziemi. Ku mojemu przerażeniu była to Mary.
Nie  mogłam bezczynnie tam stać. Pobiegłam w ich stronę i wskoczyłam obcemu facetowi na plecy, wbiłam moje paznokcie w skórę pod jego oczami. Krzyknął i zrzucił mnie ze swoich pleców.

środa, 7 listopada 2012

Rozdział 7

Pobiegłam do dzielnicy, którą zawsze omijałam szerokim łukiem. Stanęłam i zaczęłam się rozglądać.
-Co chcesz laluniu? - usłyszałam ochrypnięty męski głos, za moimi plecami.  
Odwróciłam się i spojrzałam na tego mężczyznę. Okazało się że nie był on wcale taki stary. Miał ok. 25lat.
-Potrzebuje broń - powiedziałam stanowczo.
-Nadziana, grzeczna dziewczynka chce broń? - spojrzał z zaciekawieniem.
-Nie jestem nadziana, grzeczna tym bardziej.
-To dziwne, bo widziałem cię kilka razy z twoimi przyjaciółeczkami, nie wyglądałyście na osoby które nie mają kasy - zaśmiał się.
-Nie schodźmy z tematu.
-czego konkretnie potrzebujesz?
-Co proponujesz? - spytałam.
Zanim zdążył odpowiedzieć usłyszałam śmiechy i rozmowę z ulicy obok. Kucnęłam i ukryłam się za śmietnikiem.
Wyszłam dopiero kiedy głosy ucichły.
-Wstydzisz się tego że tu jesteś? - chłopak znowu się zaśmiał.
-Chcę być dyskretna - odpowiedziałam.
-Przejdźmy do rzeczy. Mogę ci zaproponować małą piłę, która wygląda jak scyzoryk,  mały,ale dobry pistolet, zestaw ostrych nożyków.
-Biorę wszystko - już miałam w głowię wizje, cierpiącego ojca, błagającego mnie o litość.
-Czekaj tu. - poszedł na koniec ciemnego zaułku.
Po chwili wyszedł z czarną torbą.
-Bierzesz to z torbą? - spojrzał na mnie.
-Tak. Niestety muszę już lecieć - wzięłam od niego torbę i wcisnęłam mu kilka banknotów do ręki.
-Jak masz na imię? - spytał nagle.
Chwilę się zastanowiłam.
-Hanna - uśmiechnęłam się. Nie mogę podać prawdziwego nazwiska kolesiowi, który sprzedaje na lewo broń.
-Ja Marcus - podał mi rękę.
-Do zobaczenia- uścisnęłam mu dłoń, odwróciłam się i rozglądając się wyszłam na ulicę.

                                                                       *
Kiedy wróciłam do domu, Mary tam nie było. Tym lepiej.
Ukryłam torbę pod łóżkiem. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam czarną bluzkę na na ramkach,  czerwone spodnie i czarne converse, które znalazłam u niej w szafie.
Zeszłam do pokoju gościnnego i zobaczyłam że na stoliku leży liścik .
"Wyszłam się trochę wyluzować. Nie odbierałaś telefonu. Jak to przeczytasz, daj znać. Mary" Pobiegłam do 'mojego' pokoju i zobaczyłam na ekranie mojego telefonu 10 nieodebranych połączeń. Szybko napisałam SMSa do Mary i wyszłam z domu.

_________________________________________________

Przeeeeepraszam że tak długo nie pisałam :c

środa, 8 sierpnia 2012

Rozdział 6

-Chcesz jeszcze tosty ? - spytała Mary, kiedy skończyłyśmy oglądać film.
-Nie, dzięki - odpowiedziałam i podniosłam się z kanapy.
Przypomniałam sobie , że dzisiaj jest niedziela. Jutro powinnam iść do szkoły. Od piątku nie rozmawiałam  z Carly i Madison. Żałuje że nie mogę po prostu od tego wszystkiego uciec.
-Nad czym tak rozmyślasz? - spytała zaciekawiona Mary.
Usiadłam na krzesło w kuchni.
-Nie wiem co teraz zrobię. Nie chcę wracać do szkoły. Wszystkie książki mam w domu.
-Kiepsko - odpowiedziała i usiadła na krześle obok mnie.
-A ty gdzie chodzisz od szkoły? Nigdy nie widziałam Cię w mojej - spytałam . I faktycznie, Mary jets w moim wieku, a nie widziałam jej w mojej szkole.
-Nie chodzę - odpowiedziała obojętnie.
Spojrzałam na nią zdziwiona, a ona kontynuowała .
-Kiedy zostałam sama, stwierdziłam, że nie chcę już siedzieć  w szkole. Sam stres.
-Pracujesz? - wstałam i nalałam sobie kolejną szklankę wody.
-Mam jeszcze pieniądze po rodzicach, ale pracuje dorywczo w butiku. Chcesz, mogę Ci załatwić tam pracę - zaproponowała
-Byłabym bardzo wdzięczna - uśmiechnęłam się do niej.

                                                                        *

Pożyczyłam iPoda od Mary i poszłam na spacer.
Założyłam słuchawki na uszy i ruszyłam. Nie miałam pojęcia gdzie idę. Po prostu chciałam od wszystkiego uciec.
Idąc przez w miarę puste uliczki Nowego Jorku, myślałam o moich rodzicach. Może zadzwonią po policje że uciekłam. Ale to raczej wykluczam, bo sami by się tylko wkopali w bagno. Ciekawi mnie co teraz robią. Pewnie ojciec obwinia matkę o moje zniknięcie. Może pójdę i sprawdzę co robią.
Wiedziałam że to głupi pomysł, bo jest już późno, a nie mam pieniędzy na autobus.

Jakimś cudem po godzinie byłam w najgorszej uliczce w Nowym Jorku.  Usłyszałam moją mamę.
-Przez Ciebie nasza córka uciekła, jesteś zadowolony ? - wrzeszczała a niego. Z jednej strony się cieszyłam że się mu postawiła, ale z drugiej wiedziałam co to oznacza. Usłyszałam jak głośno krzyknęła z bólu.
-Zamknij się! - usłyszałam okropny głos ojca. -Mamy przynajmniej o jeden problem mniej. -dodał .
Łzy pociekły mi po twarzy. Podeszłam do okna. Zobaczyłam mamę siedzącą na łóżku i płaczącą.
Poszłam do drugie okna, w którym zobaczyłam grubego faceta, siedzącego na fotelu i popijającego piwo jakby nic się nie stało. Miałam ochotę mu przywalić i to bardzo porządnie. Ale wiem że jest silniejszy, narazie.
Kiedy będę miała plan jak zrobić coś moim 'tatusiem' , po prostu to zrobię. Zabije go.

________________________________
Bardzo, bardzo, bardzo przepraszam ze krótki i dopiero teraz .  Mam nadzieje że się podoba ;] 

czwartek, 19 lipca 2012

Rozdział 5


-Tato często Cię odwiedza? - spytałam i usiadłam na drewnianej ławce .
-Mój tata zmarł kiedy miałam 16 lat - odpowiedziała i usiadła obok mnie.
-Przepraszam, nie powinnam pytać - czułam się strasznie głupio .
-Nic się nie stało. Minęły już 3 lata, przyzwyczaiłam się do tego że już go nie ma , owszem strasznie za nim tęsknie , ale już nie jest tak źle jak na początku - uśmiechnęła się słabo . Chciałam zadać jej jeszcze dużo pytań, ale nie wiem czy będą one stosowne .
-A Twoja mama? - zapytałam po chwili ciszy .
-Mama wyprowadziła się do Francji, do swojego nowego męża. Mało mnie obchodzi co się z nią dzieje - widać że była na nią wściekła .
Nadal zastanawiałam się, jak ją było stać na taką wille skoro nie ma rodziców .
-Jak kupiłaś ten dom, jak jesteś... sama?  - najgłupsze pytanie jakie kiedykolwiek zadałam .
-Mieszkałam tutaj jeszcze z rodzicami. Mama była albo nadal jest , projektanką wnętrz, a tata miał z kolegą sieć hoteli. Tata zapisał mi całą swoją kasę w testamencie , wiedział że niedługo umrze, bo miał raka. Matka zostawiła mi pięć tysięcy , żebym jakoś płaciła rachunki. Ona jest jedyną osobą, która nie wie o tym że tata mi wszystko zapisał w testamencie . Wydaje mi się że wtedy by nie wyjechała - podziwiałam Mary , nie rozpłakała się opowiadając to wszystko chociaż widziałam że chcę jej się płakać.  Ja już bym ryczała jak dziecko .
-Naprawdę mi przykro. Bezsensu poruszyłam ten temat . Przepraszam - może teraz przeze mnie będzie o tym myśleć całą noc . Przeze mnie przypomniała sobie całą historię.  Będzie płacić za wszystko dwa razy tyle niż wcześniej , bo teraz ja tu mieszkam , a nie mam pracy. Wszystko jest przeze mnie.
-Nie przepraszaj mnie. I tak musiałaś w końcu poznać tą historię, przecież jesteśmy przyjaciółkami. Cieszę się że będziesz ze mną mieszkać , tak tutaj pusto jak jestem sama - powiedziała i wstała .
-Chodźmy już spać - uśmiechnęła się i wesżła do domu . Poszłam jej śladem .
-Mogła byś mi pożyczyć piżame ? - spytałam, bo przypomniało mi się że nic do niej nie przyniosłam .
-Oczywiście. A jutro dam Ci coś do ubrania . Usiądź sobię, zaraz wrócę - pobiegła na piętro do garderoby .

*
Weszłam do mojego nowego pokoju, położyłam się i momentalnie zasnęłam .
Rano obudziłam się o 14:30. Wstałam z łóżka i skierowałam się do kuchni . Musiałam się przez chwilę zastanowić czy idę w dobrym kierunku .
-Witaj śpiochu - powitała mnie z uśmiechem Mary. Była ubrana w szary dres. Robiła właśnie śniadanie.  Wyglądała zupełnie inaczej niż Mary, imprezowiczka  którą wczoraj poznałam .
-Śpisz jeszcze? - spytała rozbawiona. Od razu się ocknęłam.
-Nie - odpowiedziałam i weszłam do kuchni .
-Z czym chcesz tosty ? -spytała i zaczęła wyciągać rzeczy do obkładu .
-Z czekoladą- odpowiedziałam i nalałam sobie szklankę wody .
-Głowa boli ? - uśmiechnęła się Marry .
-Bywało gorzej - odpowiedziałam jej i wypiłam całą szklankę jednym duszkiem .
-Mnie w ogóle - zaczęła przygotowywać talerze .
-Włącz telewizor i poczekaj na mnie w salonie - poprosiła Marry.
-A może Ci pomogę? - spytałam i znowu nalałam sobie pełną szklankę wody .
-Nie musisz. Zrobię śniadanie, a ty włącz Bad Teacher na DVD -  wypiłam wodę i włożyłam szklankę do zlewu .
Skierowałam się do salonu i zaczęłam szukać Bad Teacher w dużej kolekcji filmów .

niedziela, 8 lipca 2012

Rozdział 4

-Ale dużo ludzi - powiedziałam rozglądając się po pełnej sali.
-Tutaj zawsze tak jest - odpowiedziała Marry i zaprowadziła mnie do blatu przy którym zamówiła drinki.
Wzięłam kieliszek mojej tequili i wypiłam jednym duszkiem .
-Spokojnie - zaśmiała się Mary .
-Jeszcze jeden kieliszek poproszę - zwróciłam się do muskularnego barmana .  Spojrzałam na Mary , która też od razu wypiła swój kieliszek .
-A ja poproszę duży kufel piwa - uśmiechnęła się.  Zapłaciłyśmy za nasze napoje i poszłyśmy usiąść sobie na jedyną wolną kanapę , w klubie .
-Przynajmniej na jeden wieczór mogę za pomnieć o tym gównie, które nazywa się życie - powiedziałam i łyknęłam tequili .
-Nie rozmawiajmy tutaj o tym. - spojrzała na mnie Mary, złym wzrokiem .
-Można się dosiąść ? - usłyszałam męski głos.  Spojrzałam do góry i zobaczyłam wysokiego bruneta z zarostem . Miał białą, lekko rozpiętą koszulę . Wyglądał bardzo pociągająco .
-Nie ma problemu - odparłam bez namysłu .
-James ! Możemy tutaj usiąść - spojrzałam na faceta, do którego mówił przystojniak . Tamten też nie był taki zły. Usiedli obok nas i zaczęli o czymś ze sobą rozmawiać.  Dopiłam moją tequile i poprosiłam Mary żeby poszła ze mną po innego drinka.
-Przepraszamy na chwilę , moja przyjaciółka jest spragniona - zwróciła się Mary do dwóch przystojniaków i zaczęłyśmy się śmiać .
*

Wyszłyśmy z clubu i skierowałyśmy się w stronę parku.
-Nie mogę dalej iść - powiedziałam i położyłam się na trawie . Byłam w świetnym nastroju i cały czas się śmiałam, alkohol wpływa na ludzi.
-Jest już 4 w nocy. Chcę się chociaż trochę przespać przed następnymi przygodami - oznajmiła rozbawiona Mary i pociągnęła mnie za rękę.  Wstałam i wbiegłam pod spryskiwacz, podlewający trawę w parku .
-Tu jest genialnie. W mojej dzielnicy nie ma takich zielonych trawników, miłych ludzi i... i wszystkiego co tutaj jest.
-Teraz mieszkasz w tej części miasta, więc nie ma co się użalać. Wracajmy do domu.
-Piechotą ? - spytałam zdziwiona.
-To niedaleko - mrugnęła do mnie , moja nowa przyjaciółka.

Po 20 minutach stanęłyśmy przed dużym białym domem.
-Jesteśmy na miejscu - Mary zaczęła wbiegać po schodach do drzwi wejściowych.
-Ty tu mieszkasz? - spytałam zachwycona wielką willą.
-Tak. Dalej chodź. Oprowadzę Cię szybko i idziemy spać.
Weszłam i zaczęłam się rozglądać z podziwem .
-To jest pokój gościnny,  zapraszam tu znajomych - pokazała mi pierwszy salon . W pomieszczeniu była wielka plazma, biała kanapa, 3 fotele , mały biały stolik i dużo czerwonych róż.
Poszłyśmy korytarz dalej .
-To jest jedna z toalet - pokazała mi ładnie zrobioną łazienkę.
Po kolei zwiedzałam każdy zakątek. Mary dała mi pokój obok siebie.
-Chcesz zobaczyć ogródek , czy to Cię raczej nie interesuje? - spytała .
-Chcę - odpowiedziałam, a ona poprowadziła mnie na taras.
 -Poczekaj zapale światła.
Kiedy Mary wszystko oświetliła, to szczęka mi opadła .
Idealnie zielona trawa, po środku ogrodu wielki basen , oświetlany od dna kolorowymi lampami, z jednego boku drewniane leżaki i huśtawka.  Dookoła pełno róż.
-Czerwone róże to Twoje ulubione kwiaty? - spytałam.
-Mojego taty - podeszła do czerwonych róż, powąchała je i posmutniała
___________________________________

Baaaardzo przepraszam że tak długo się z tym rozdziałem srałam... Mam nadzieje że się podoba. Jak tak (i jak nie) proszę o komentarze :)  .
 

sobota, 2 czerwca 2012

Rozdział 3

Musiałam stracić przytomność , bo obudziłam się w wielkim łóżku, w jakimś luksusowym pokoju. Chwile później wszedł do niego mężczyzna. Wiedziałam, że widziałam go wczoraj wieczorem , ale nic więcej nie mogłam sobie przypomnieć .
-Co ja tu robię ? - spytałam ochrypniętym głosem .
-W tym momencie leżysz - zaśmiał się. Usiadł obok mnie na łóżku . Odsunęłam się na bok .  -Nie bój się , nie zrobi Ci krzywdy. -  spojrzał na mnie dziwnie .  Jego oczy wyglądały jak , oczy psychopaty .
Już miałam wstawać z łóżka ale on chwycił mnie za rękę .
-Puść mnie - powiedziałam spokojnie. Posłuchał mnie.  Wyszłam z łóżka, wzięłam moje szpilki i skierowałam się do wyjścia . Nagle ktoś szarpnął mnie za włosy i przyłożył do ściany . Spojrzałam wystraszona w Jego oczy.
-Boisz się... - powiedział z szyderczym uśmiechem .
Próbowałam się wyrwać, ale nie miałam tyle siły . Trzymał mnie za szyje. Powoli traciłam powietrze.
Przypomniałam sobie że trzymam buty na obcasie . Uderzyłam go w głowę.  Momentalnie się przewrócił.
W pośpiechu sięgnęłam po moją torbę i wybiegłam z stamtąd.  Wyciągnęłam telefon żeby zobaczyć, która godzina - 17:40.  Zobaczyłam w portfelu ile mi ostało pieniędzy .  100 dolarów , jak na mnie to bardzo dużo .
Głowa mnie strasznie bolała , wyglądałam pewnie jak potwór.  Musiałam się gdzieś ogarnąć. Nie wiem czy ktoś jest w domu.  Zadzwoniłam na domowy i nikt nie odbierał.  Szybkim krokiem doszłam do mojego domu. Spojrzałam w okna - nikogo nie było. Weszłam przez okno, które jak zwykle było otwarte. Skierowałam się w stronę łazienki, szybko się umyłam, uczesałam , pomalowałam i przebrałam .

Pół godziny później siedziałam już w autobusie. Jechałam do centrum Nowego Yorku . Było dużo korków i co chwilę się zatrzymywaliśmy.  Tak jak wczoraj, miasto wyglądało pięknie . Dużo ludzi , przyjaciół i par. Tylko moja dzielnica była okropna -Sami żule i dziwki.
W moich słuchawkach,  na okrągło Hoobastank- The Reason , a w mojej głowie jedno pytanie "Co ja teraz zrobię?" .
-Hej ,mogę tu usiąść ? - głos jakiejś dziewczyny oderwał mój wzrok od okna . Spojrzałam na nią i przytaknęłam głową. Dziewczyna uśmiechnęła się i usiadła obok mnie . Była bardzo ładna, miała ciemne brązowe włosy i zielone oczy .  Zdziwiłam się, bo zwykle tacy ludzie jak ona nie chcą mieć ze mną do czynienia.
-Ciężki dzień ? - spytała.
Cholera! Znowu się poryczałam . Otarłam twarz.
-Raczej życie - odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam .
-Co się stało ? - spojrzała na mnie z troską . To dziwne , bo zwykle byłam skryta, ale jak rozmawiałam z tą dziewczyną czułam jak bym znała ją od dawna.

Po opowiedzeniu jej mojej historii obie płakałyśmy .
-Przykro mi z tego powodu - przytuliła mnie.
-Tak. Mnie też . Nie ma już dla mnie ratunku . Nie ma już dla mnie ratunku. Do domu nie wrócę , a na dworze nie przeżyje za długo .
-Nie możesz się tak łatwo poddać! Trzeba się ogarnąć . Możesz zamieszkać u mnie . Później wszystko zorganizujemy, a teraz jest sobota wieczór i mam zamiar się zabawić - uśmiechnęła się, a ja się zaśmiałam.  Ta dziewczyna była genialna .
Autobus zatrzymał się w centrum i wyszłyśmy.
-Znasz historię mojego życia, a ja nawet nie znam Twojego imienia - powiedziałam jak zaczęłyśmy iść w stronę jednego z najlepszych clubów w NY .
-Mary.  A Ty ?
-Emma , miło mi - uśmiechnęłam się do niej i przyspieszyłam .
-CO ty tak pędzisz ? - spytała, śmiejąc się ze mnie .
-Chcę się zabawić .
____________________________________

Przepraszam że tak długo nie pisałam . Mam nadzieje, mam nadzieje że się podoba . Proszę o komentaaarze :D xo

czwartek, 3 maja 2012

Rozdział 2

Odwrócił na mnie wzrok i się uśmiechnął, potem spojrzał na moją rękę , zrobił dziwną minę i wstał. 
Nie wiedziałam o co mu chodzi , przecież to tylko bandaż, patrzę... bandaż cały we krwi . Szybko założyłam bluzę, żeby rękawkiem zakryć rękę. 
Podjechał autobus , szybko do niego wsiadłam. Do domu miałam jakieś pół godziny.  Po 10 minutach kierowca zatrzymał się na drugim przystanku . Wsiadły 3 dziewczyny.  Uśmiechnęły się do mnie i usiadły na tyłach.
Oparłam głowę o szybę, patrzyłam na światła ulicy . Wszystko wyglądało magicznie, grupki rozweselonych osób, kilka zakochanych par.  Zanim się obejrzałam autobus stanął na przystanku niedaleko mojego domu.  Wyszłam z autobusu , ale nie poszłam do domu. Wstąpiłam do sklepu kilka ulic od dzielnicy, na której mieszkałam. Kobieta stojąca przy kasie dziwnie mi się przyglądała, pewnie byłam jeszcze czerwona od płaczu.
-2 Carlo Rossi i jedną paczkę black devil, poproszę - powiedziałam zachrypniętym głosem.
Postawiła dwie butelki na blat .
-Mogę zobaczyć dowód ? - spytała, mierząc mnie od góry do dołu .
Wyglądałam jak 16 latka, nie dziwię się że za każdym razem kiedy kupuje alkohol ludzie dziwnie na mnie patrzą.
-Proszę - pokazałam jej mój dowód, a ona przyglądała mu się przez chwilkę .
Zapłaciłam i wybiegłam ze sklepu . Wszyscy ludzie się na mnie gapili. Nienawidziłam tego miejsca. Jak jeździłam do Carly, wszyscy się do nas uśmiechali .
Usłyszałam, że dzwoni mój telefon .
-Co ? - przeczytałam na wyświetlaczu że to mama, więc nie miałam zamiaru być za miła.
-Gdzie jesteś?! - krzyknęła do słuchawki .
-Jakby Cię to obchodziło - odpowiedziałam obojętnie .
-Ojciec jest na ciebie wściekły, miałaś iść mu po coś do Tom'a! - słychać było , że płakała . Pewnie ten skurwysyn znowu ją pobił .
-Nie będę chodziła do jego kumpli po kolejne działki kokainy! - wrzasnęłam do telefonu .
-Nie wyrażaj się tak! - matka nie miała już co wymyślić. - Wracaj do domu, natychmiast!
-Nie mam zamiaru wracać! - zaczęłam łkać. - Wole spać na dworze, niż być pobita przez starego i patrzeć na to jak TY dajesz się mu wykorzystywać! - po tych słowach się rozłączyłam .  Zauważyłam że weszłam do jakiejś małej uliczki, którą oświetlała tylko jedna lampa. Usiadłam pod jakimś zniszczonym budynkiem . Zapaliłam papierosa i otworzyłam wino.
Po 3 papierosie nie miałam już ochoty na kolejnego. Dopiłam 2 butelkę i rzuciłam ją gdzieś obok mnie .
Położyłam się na ziemi i zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej . Kręciło mi się w głowie i ledwo co widziałam .
-Hej! Co ty tu robisz?  - ktoś zaczął mnie szturchać. Troszeczkę się ocknęłam. Stał nade mną jakiś facet, koło 30 .
-Leże - odpowiedziałam głupio.
-Jest już  po północy , nie musisz wracać do domu ? - spytał  i szarpnął mną tak żebym usiadła.
-Nie mam domu! - krzyknęłam .
-Musisz gdzieś przenocować. Chodź, mieszkam tutaj na pierwszym piętrze - wskazał drzwi do małej kamienicy.
Kiwnęłam głową zgadzając się .  Próbowałam wstać , ale od razu upadłam. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa .
-Chodź pomogę Ci - wziął mnie na ręce i zaniósł do siebie.
________________________________________________
To tyle. Przepraszam że tak długo, ale nie miałam weny. Może w weekend coś napiszę :]
Proszę o komentarze :)
Pozdrawiam Victoria :3

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Rozdział 1

Kolejne krople krwi powoli skapywały na płytki w toalecie, w moim ulubionym centrum handlowym. Łzy spływały po moich policzkach jedna za drugą. Po pięciu nacięciach na nadgarstku żyletka sama wypadła mi z ręki. Patrzyłam na krew, czułam jakby wszystkie problemy spływały razem z nią .
Dlaczego znów to robię ? Byłam z przyjaciółmi w naszej ulubionej kawiarni. Dziewczyny zaczęły opowiadać o jesiennym balu, który miał się odbyć za miesiąc.
-Muszę kupić tą sukienkę, którą widziałam w Vogue - zaczęła Madison .
-Zajebista była - przytaknęła jej Carly.
-Mama na pewno da mi te 2000 , bo w końcu to nasz wielki dzień, muszę jakoś wyglądać - zachichotała głupio i napiła się swojej kawy .
Jak wysłuchiwałam tych rozmów wiedziałam, że zupełnie nie pasuje do tego towarzystwa , ale gdyby nie 'przyjaźń' z nimi to nikt by ze mną nie rozmawiał w szkole.
-A Ty Emma, jaką sukienkę kupujesz na bal? - zwróciła się do mnie Carly. Patrzyły na mnie i oczekiwały odpowiedzi . Nigdy im nie mówiłam , że moja mama pracuje w markecie i że mieszkamy w małym mieszkanku , w najbiedniejszej dzielnicy w mieście.
-Coś skromnego, nie chcę przesadzać - odpowiedziałam idiotycznie żeby się w nie wpasować- co robiłam już od pięciu miesięcy .
-Mój tata ma nowe autko! - zmieniła temat Madison. - Porsche carrera , może nas zawiezie ?
-Nie lepiej jechać limuzyną mojej cioci ? - spytała Carly.
Wtedy nie wytrzymałam, pierwszy raz zdarzyło mi się to w miejscu publicznym. Prawie sie popłakałam .
-Muszę lecieć do domu . Do zobaczenia. Buziaki - i jak najszybciej mogłam poszłam do toalety.
Siedzę na podłodze  i patrzę na czerwoną wydzielinę, która wylewa się z moich żył .
Po 20 minutach płakania , otarłam oczy i wytarłam łzy papierem . Spojrzałam na miejsce , w którym siedziałam. Wielkie plamy krwi, jakbym sobię całą rękę ucięła.  Szybko zaczęłam czyścić podłogę papierem. Wyszłam z kabiny, na szczęście nikogo nie było. Umyłam ręce i zawiązałam nadgarstek bandażem. Zrobiłam szybki makijaż, żeby nie było widać, że płakałam. Jak już zaczęłam wyglądać w miarę normalnie, czym prędzej wybiegła z centrum .
Włączyłam iPoda, którego dostałam od Carly na urodziny miesiąc temu . Szłam ulicami zatłoczonego miasta i patrzyłam na tych wszystkich nastolatków. Szczęśliwi... Tak na prawdę szczęśliwi , skaczą , tańczą , wygłupiają się i cieszą się życiem. Dużo osób szło właśnie do clubu , bo to w końcu piątek wieczór.
Doszłam do przystanku autobusowego i usiadłam na ławce obok chłopaka w moim wieku lub starszy. Dresowe spodnie, czapka z daszkiem , słuchawki , wielka bluza i deskorolka . Spojrzałam na niego z ukosa, pisał sms'a . Cholernie mi się spodobał, ale pewnie i tak nie zwrócił by na mnie uwagi .
_______________________________________________________

Narazie to tyle ;]  Jeśli się podoba to proszę o komentarze, bo nie wiem czy jest sens pisać dalej .
Pozdrawiam
                   Victoria